Praktyki. It's an omen. 2009-08-06 00:03:00

oł.

Praktyki, a co !

Dzień 1.
- jestem z dwiema dziewczynami z pielęgniarstwa
- nie umiem mierzyć ciśnienia
- pielęgniarki myślą że umiem tyle ile tamte z pielęgniarstwa
- jakaś pani robiła pacjentowi ekg, ale trafiłam na końcówkę
- nie umiem nakarmić pacjenta
- nie umiem rozmawiać z pacjentami
- nie umiem ścielić łóżka
- nie umiem zmieniać pieluch
- ale: prawie niczego się nie brzydzę
- nie odpowiedziałam praktykantowi/lekarzowi (cholera wie) cześć (jestem spóźniona max) więc chyba mnie nienawidzi
- pana z przepukliną naprawdę BOLI
- nie chcę sobie wyobrażać co czuje pan, który nie może się praktycznie ruszać ani mówić i zachłystuje się powietrzem
- Zocha jest przeokrutniście przeokrutna
- pielęgniarki mnie nie ogarniają, więc nie wołają do niczego (wkłuć/zabiegów)
- nic nie umiem

Dzień 2.
- przyszłam z dziewczynami na 6.00 (żeby solidarnie, bo nie ogarniam oddziału)
- pielęgniarki o godzinie 6.00 piją kawę i gadają o dupie Maryni, dziać się zaczyna coś o 7.00
- nie umiem MYĆ pacjentów (nie wiem czym i co)
- dziewczyny z pielęgniarstwa uwielbiają myć pacjentów
- dziewczyny z pielęgniarstwa uwielbiają karmić pacjentów
- nie umiem rozwozić leków
- mierzę ciśnienie (bez szału, nawet nie wiem czy dobrze)
- pielęgniarki mają mnie w dupie
- pielęgniarki chyba wstydzą się poprosić żebyśmy coś zrobili (nie-myciowomajtkowego, a i chyba o to wstydzą się poprosić)
- dziewczyny mają oczy dookoła głowy i same wiedzą, co trzeba zrobić, nikt nie musi im nic mówić
- lekarz/praktykant nie powiedział tym razem cześć
- na oddział przyszedł dziadek Macieja, powiedział że Maciej ma "bardzo fajną przyjaciółkę" xD (MNIE) Zgon ze śmiechu:P:P
- na ginekologii w porównaniu z interną jest CISZA JAK MAKIEM ZASIAŁ (weszłam sobie na momencik)
- nakarmiłam ciężko chorego pacjenta (najbardziej stresujące 15 minut tego dnia, miałam wrażenie że wszyscy na dużej sali się na mnie gapią)
- po obiedzie i zmianie pieluch nie ma na oddziale do roboty NIC. NIC NIC NIC.

Dzień 3.
- przez dziewczyny musiałam tłumaczyć się siostrze Zośce dlaczego przyszłyśmy o 7.00, a nie o 6.00
- dziewczyny zaczęły rozwozić leki więc ja cichutko spieprzyłam zahaczyć pielęgniarkę, czy mogę patrzeć na pobieranie krwi itd. (no problem), początkowo speszona, po moich 123324 pytaniach sama zaczęła opowiadać co do czego, dlaczego taka igła, dlaczego u niektórych ta zwykła metoda jest bezskutecznaitd. pięknie podziękowałam i zwiałam
- pomogłam jeść śniadanie pani, która jest tak słaba, że praktycznie widelec jest dla niej za ciężki. Było jej przykro, że przez nią mam tyle roboty. Dobra dusza.
- poszłam do pana, który się inhaluje żeby mi pokazał to urządzonko i co do czego, przy okazji trochę zagadałam:P Zwałowy facet!
- mierzyłam ciśnienie (już jakoś idzie), zagadując każdego pacjenta z osobna xD Przyszedł na internę w odwiedziny Maciej i popodziwiał jak mierzę ciśnienie
- powiedziałam Zośce, że jak będzie EKG to ma mnie wołać
- na ginekologii jest prześwietna i przemiła pielęgniarka (!) (J. i M. poszły zapowiedzieć że od jutra tam zaczynają)
- gdy dziewczyny poszły zmieniać pościel/whatever, ja spieprzyłam popatrzeć na zastrzyki (do tej samej pielęgniarki), po moich 12234 pytaniach kazała wziąć rękawiczki i wstrzykiwać leki do wenflonów. Niezbyt inwazyjnie, ale zawsze coś.
- pielęgniarki uwielbiają kebab
- Zocha mówi na Majkela "małpka" i jeździ po nim we wszystkie strony, przy czym co chwilę stwierdza że "Bozia ją za to pokarze"
- w dyżurce podsłyszałam że będzie kardiowersja i jakieśtam (?!) wkłucie, więc pod pretekstem zmiany rękawiczek/umycia rąk/poszukania czegoś poszłam do zabiegowego. Spytałam Zochy czy mogę popatrzeć. Stanęłam sobie cichutko z boczku. Popatrzyłam. Najpierw kardiowersja. Uśpili pana i potraktowali go defibrylatorem. Potem wkłucie w szyję (było trochę szycia, krwi, taki długi pręt - prowadnica/prowadnik?, którą wsadzał do naczynia krwionośnego, pacjent dostał drgawek ze strachu:P), w zabiegowym było jeszcze dwóch "młodych", w tym jeden któremu nie powiedziałam cześć. Zagadałam o te zabiegi i chyba znowu jesteśmy na cześć. Dziewczyny twierdzą że to lekarz, ale ja myślę że praktykant. Wow ale problemy mam xP

Ps. Wstyd mi było zapytać tego lekarza z Intensywnej Terapii, ale z tego co mówi wikipedia, to było to wkłucie centralne:P


Dzień 4.
- przyszłam na oddział tym razem sama z "tych niższych" praktykantów i zainteresowała się mną pani N., która wcześniej była na urlopie (pomyślałam: ja pierd*** nareszcie!!! będę za nią gonić:P)
- pani z przetoką okazuje się że umie jeść sama, pielęgniarka mnie ochrzaniła żebym nie rozpieszczała pacjentów, więc przestałam ją karmić, ale i tak pacjentka się znerwicowała że nie połknie sama 10ciu tabletek, więc pomogłam
- na śniadanie poszłam jeszcze zagadać z moimi faworytami xD
- zmierzyłam ciśnienie jakieś 30 razy; starsi ludzie mają zamiast tętna jakieś kubańskie rytmy, poza tym niektórzy pacjenci się irytują że mierzę "tym starym" ('a wczoraj jak była pielęgniarka to miała taki porządny sprzęt' xD). btw: zmieniałam 3 razy ciśnieniomierz, bo to są gówna jakieś(!); a jak oddawałam karty z ciśnieniami to byłam tak zmachana że LOL
- Zocha kazała zmierzyć temperaturę dwóm pacjentom, mówiąc "zaro dam ci spluwe" (termometr w kształcie pistoletu)xD jej się po prostu nie da podrobić! o!
- polazłam za Panią N., powiedziała, że dzisiaj ma więcej czasu to się mną zajmie, ale tak normalnie to mam biegać za pielęgniarkami żeby wszystko oglądać i się uczyć;P Pani N. tłumaczyła cierpliwie ("praktyka pielęgniarska dla opornych") przy pobieraniu krwi, kroplówkach, zastrzykach, co gdzie na wózeczku się znajduje, jak pobrać krew na posiew (jedna buteleczka na tlenowce, druga na beztlenowce), komuś tam na krzywą żelaza itd, założyła kilka wenflonów, a potem kazała wziąć rękawiczki i się trochę ludziom poszamotałam z wenflonami, kroplówkami, zastrzykami do wenflonów, a potem spytała takiego miłego pana z rewelacyjnymi żyłami i piękną, napiętą skórą czy mogę się wkłuć xD Nie widział problemu, więc pobrałam mu krew (!) dwa razy, bo potrzebne były dwie fiolki, a Pani N. o tym zapomniała. Podziurawiłam mu dwie ręce i byłam mega happy:D
- zwiedziłam dokładnie gabinet zabiegowy, obczaiłam wszystkie kroplówki, gaziki, strzykawki, płyny do odkażania itd;P
- przeczytałam księgę transplantacyjną (czy jakoś tak) i wyniki badań, które swawolnie leżały w zabiegówce
- pani z cewnikiem w nerkach się coś rozbabrało, więc przyszedł chirurg szyć, oczywiście poszłam się polampić xD
- obczaiłam dokładnie EKG, byłam przy robieniu i nauczyłam się (chyba) rozmieszczenia i kolorków elektrod
- byłam przy cewnikowaniu (pani nie chciało się siku a lekarka chciała podać antybiotyk więc natychmiast musiała mieć trochę moczu na posiew);
- pan S. stwierdził że jestem jego przyszłą wnuczką, bo jego wnuczek mnie podrywa; na co inny pacjent stwierdził że raczej dziadek mnie bardziej podrywa xD TO SIĘ NAZYWA ZWAŁA XD
- o mały włos nie odłączyłam kroplówki pacjentce, która miała mieć natychmiast drugą xD wniosek: pytać pielęgniarki czy pacjentom można odłączyć kroplówkę!!!
- pani N. jest BARDZO MĄDRA
- praktykanci to jednak praktykanci a nie lekarze więc mówię cześć bez ogródek xD
- mam przychodzić na 6:40, żeby wychodzić wcześniej, więc to co oddziałowa na początku powiedziała (że kiedy chcę i na ile godzin chcę) to pic na wodę, jeśli chcę dziurawić ludzi, to nie mogę olać tej pielęgniarskiej roboty, bo nie będą mnie poważnie traktować.. no trudno:P Nie uwłacza mi pomaganie w myciu/zmianie pieluch/karmieniu!!

Dzień 5.
- praktykant to jednak lekarz xD
- mierzę ciśnienie jak szalona krowa
- już nie nadzorują mnie jak zmieniam kroplówkę/wyciągam wenflon
- gadam do pacjentów jak jakaś nienormalna xD
- MÓJ PIERWSZY WREDNY PACJENT ! Pani G.! Dzisiaj się wkurwiła, za to że 1) przyniosłam jej za późno leki ('nawet pani nie wie co ja tu dostaję! Nie będę z panią rozmawiać tylko z lekarzem' xD) - no dobra, może trochę się spóźniłam bo goniłam za panią N. oglądać iniekcje 2) noszę okulary 3) nie spinam grzywki. Co za kwoka.
- Panią G. zneutralizowała pani X., która stwierdziła że "będzie pani dobrym lekarzem, bo pani taka przyjemna osoba i ma pani tak dobre podejście!!!"
- Zochna uwielbia nektarynki z biedronki, a przez pół dnia wołała na mnie Wioletka (potem poprawiła się na Weroniczka), chyba mnie już trochę lubi
- nie boję się już karmienia pacjentów i nieprzewidzianych sytuacji
- jeżeli będę się garbić to mi kręgosłup wysiądzie
- pani N. wkłuje się wszystkim i we wszystko, nawet jak się wydaje że nie ma szans że z tego poleci krew to jak ona robi to i tak poleci! Wymiana wenflonu=chyba tylko ona na oddziale (muszę wyczaić, może jeszcze ktoś umie się porządnie wbijać w ludzi)
- przez całe siedem godzin siedziałam tylko kilka minut xD
- nareszcie jedna nowoprzyjęta pacjentka powiedziała na mnie "siostro" a nie kwiatuszku/aniołku/stokrotko/whatever, znaczy to że nie jestem już tak speszona i zachowuję się w miarę jak bywalec
- 2 x oglądałam EKG, bardzo łatwa sprawa, tylko żeby kolorki się nie popieprzyły (ciągle je utrwalam!); może pozwoliliby mi samej zrobić?
- pobrałam krew: 1 raz, bez płaczu, zgrzytu i bólu (i guess); szamotałam się standardowo z zastrzykami do wenflonów i wenflonami
- pomagałam w toalecie pacjentów (byłam z E., która - okazuje się - w przeciwieństwie do dziewczyn z pielęgniarstwa - nie odwala roboty i myje ich w miarę dokładnie, już teraz chyba bym sobie z tym samodzielnie poradziła)
- miałam uczestniczyć w wizytach lekarzy, ale oczywiście znaleźli mi zajęcie: musiałam zawieźć panią na USG; chyba muszę zagadać tego lekarza co to robi żeby mi coś poopowiadał, bo na ekranie wątroba ale co z nią nie tak? tego już nie obczajam:P
- potem zawiozłam drugą pacjentkę na RTG, przy czym wypytałam dokładnie co i jak panią, która to obsługuje; chyba była zachwycona, że może mi coś pokazać i powiedzieć xD W każdym razie miałam niepowtarzalną okazję zobaczyć archaiczny sprzęt, bo niedługo przerzucają się na totalnie CYFROWY xD
- w dyżurce był remont, więc dzisiaj pół dnia przenosili do niej nowe meble, w związku z tym normalny internistyczny hałas przerodził się w burdel na kółkach xD
- zaczynam się tam czuć jak w domu xD


po weekendzie

Dzień 6.

- Zocha była w realu i zaliczyła bulwers, bo chciała sobie kupić drogą herbatę, ale nie wiedziała którą, bo nie było tam doradców xD
- ważyłam, mierzyłam, spisywałam z tabelki BMI xD (coś DLA MNIE:D)
- nie lubię jednej młodej pielęgniarki za to że źle jej z oczu patrzy
- K. mnie czasem rozwala tym swoim poważnym tonem xD
- jestem ciągle w trakcie specjalizacji z mierzenia ciśnienia za pomocą stetoskopu i ciśnieniomierza zegarowego
- założyłam wenflon, ale szczerze jestem w tym do bani, po prostu nie ogarniam tego małego urządzonka z igiełką! przy okazji uwaliłam sobie kitel krwią
- zabiegowa uczyła mnie bandażować na jodełkę i rozpuszczać leki, oczywiście rozwaliłam sobie palec o szkło od ampułki=='' bez komentarza!
- znowuż pobrałam krew, znowuż bez rewelacji;gdyby nie pani N. w życiu bym dobrze tej igły nie nakierowała, poza tym ja tak nie potrafię że wyczuję żyłę, odkażę i dalej pamiętam gdzie ona była(!) FAKEN HENDERS!
- źle umocowałam zastrzyk w wenflonie i końcówka leku mi się.. rozbryzgła. Miałam niezłego fuksa, że pielęgniarka na sekundę odwróciła wzrok bo dostałabym taką zjebę że masakra; poza tym pięć razy mi powtarzała że mam DOBRZE TO UMOCOWAĆ bo jak mi pryśnie w oko to mogę mieć problemy (choć za jednym razem zaznaczyła, że jak tak się stanie to się nauczę na całe życie; miejmy nadzieję że ten rozbryzg się nie powtórzy!)
- pani N. upuściła panu X szklankę krwi! trzymałam pojemnik=P zagęszczony sok malinowy normalnie=)
- w naszym szpitalu jest tradycja że nie marnujemy zestawów do kroplówek, więc jeden pacjent korzysta z jednego zestawu i gitara! dobrze że mi o tym powiedzieli bo chciałam wywalić do kosza wszystko xD
- zakochałam się w płynie do odkażania rąk, obmywa ze wszystkich grzechów!
- E. jest bardzo bardzo bardzo miłą osobą i strasznie się cieszę że jest tu!
- nie znoszę wstawać na 6:30 do szpitala
- wizyty doktorstwa są przynudnawe
- muszę się nauczyć robić testu defibrylatora, dzisiaj go pielęgniarki molestowały, nawet miłe urządzonko
- na oddziale coraz więcej pacjentów "na chodzie" (uffff...) nawet nie musiałam dziś karmić:):)


Dzień 7.
- kiepsko pobieram krew, ale może to przez to że wkłuwałam się dzisiaj starszym osobom i te żyłki takie jakieś mizerne były
- byłam w centrum dializ, nie wiem czemu, ale widok wielkiej sali i kilkunastu osób na fotelach podłączonych do tych urządzeń kojarzy mi się z jakimś science-fiction xD
- dobrze, że nie muszę sama myć pacjentów=='' ale przynajmniej już wiem na stóweczkę jak to zrobić
- byłam na echo serca, pani dr mówiła o osłabionej kurczliwości ściany serca w stosunku do przegrody (widać było!), o dusznicy bolesnej i zespole wczesnej repolaryzacji; może więckardiologia??
- napełniłam solą fizjologiczną jakieś 50 strzykawek xD
- podbiłam stemplem kilka bloczków skierowań xD
- uszykowałam kilka zastrzyków
- poszamotałam się trochę z kroplówkami
- biegłam na prawie każdy dzwonek pacjentów
- wykonałam służbowy telefon...ekhm..żeby nie spalić: "Dzień dobry, wewnętrzny. Prosimy gazometrię dla pana X. Teraz. sala XX" xD
- panowie "po 50" są po prostu NIEMOŻLIWI (mówią na mnie Szefowa, proszą o setkę do obiadku i zapodają żarty w stylu: "coś pani upadło")
- pani N. usuwała wkłucie centralne jednemu panu (czyli wenflon z długą rurą), przyłożyła butelkę lodu, a potem musiałam prawdzać co jakiś czas czy panu opatrunek krwią nie cieknie..masakryczne te centralne
- pielęgniarki na wkłucie centralne mówią "podkucie" xD człowieka jak konia normalnie!
- dowiedziałam się wreszcie gdzie jest apteka szpitalna xD
- doktor od usg i doktor od "podkucia" się do mnie uroczo uśmiechnęli (hm.. czyżby ktoś zaczynał obczajać co ja tu robię?!)
- ciągle zapominam w której szafie są te KURESKIE prześcieradła! dzisiaj pani z opieki społecznej potrzebowała.. swoją drogą nie wiem, po co przyszła, skoro pielęgniarki odwalają wszystko co potrzeba
- pan którym opiekowała się tamta pani dziwnie się na mnie patrzy.. mam nadzieję że nie jest psychopatą


Dzień 8.
- pacjent zbok pogłaskał mnie po dupie jak mierzyłam ciśnienie (mówiąc: "w szpitalu nie jest źle, bezkarnie można dotknąć" xD); oczywiście się nieco zblokowałam i z ryjem: PROSZĘ PANA! Omijam tego psychopatę z daleka.
- umyłam jedną panią, nawet nie było tak trudno.. hmm ale nie wiem czy dość dokładnie, ale nikt mi nie objaśniał jak to trzeba robić, zresztą whatever?
- pani X nie dało się zmierzyć ciśnienia.. po 15 minutach siłowania się z ciśnieniomierzem i stwierdzeniu że ABSOLUTNIE NIC nie słyszę poszłam po jedną pielęgniarkę.. potem po drugą.. nikt nic nie słyszał, i w końcu wzięły elektroniczny i wyszło przekłamane 88/80. Ponoć niektórym się nie da zmierzyć, wtedy wkraplają dopaminę czy coś i wtedy mierzy się szybkość przepływu, ale to już jakieś kombinacje więc nie wnikam.
- panią X z ostrym bólem brzucha przewieźliśmy chirurgom
- pobieranie krwi do przodu! idzie coraz lepiej. Gorzej z zakładaniem wenflonu, bo tam oprócz tego że trzeba się wkłuć, to jeszcze należy trochę w tę żyłę wzdłuż wejść żeby zostawić tam plastik. Ale co tam, practice makes perfect!
- pan D. jest sam, i smutno mu wychodzić ze szpitala, gdzie miał wokół ludzi i jedzenie. po cholerę mi to mówił? Teraz nie mogę przestać o tym myśleć. Dzisiaj prosił o zmianę pieluchy, powiedziałam pielęgniarce (bo sama to tak średnio), a ona go owrzeszczała że "na faje to se wychodzi!" i że "skoro sam może to niech idzie do łazienki i się oporządzi!" mam wyrzuty sumienia:(
- oprócz pani N. reszta pielęgniarek się chyba irytuje że pytam czy mogę odłączyć kroplówkę, ale wolę nie ryzykować:P
- kroplówki i zastrzyki do wenflonów nie mają przede mną tajemnic
- nie znoszę pacjentów, którzy są zupełnie "na chodzie", a jak przychodzę to do mnie z pyskiem "pani mi tu jeszcze łóżko poprawi!". Scyzoryk się w kieszeni otwiera!
- S. będzie ze mną od poniedziałku na chirurgii. Dobrze? Może wesoło. Się okaże.
- było dziś TAK GORĄCO że nie miałam ochoty się nawet uśmiechać do pacjentów. Myślałam że zdechnę.
- poszłam do morfologii odebrać wyniki (kolejny kawałek szpitalnej mapy odsłonięty xP)
- nabyłam nowy skill w mej pracy: umiem nalewać kawę i podawać talerze z zupą mleczną!
- zaczynam rozumieć co niektóre słowa pani, której ostatnio codziennie pomagam jeść

Dzień 9.
- w trakcie specjalizacji z rozlewania kawy i rozdawania drugiego dania xD
- nie wkłułam się dzisiaj nikomu w nic
- ale za to bez nadzoru szamotałam się z kroplówkami i zastrzykami do wenflonów
- pielęgniarki dostały pączki to mnie poczęstowały, w ogóle cały czas pytają czy nie chcę pić, jeść itd ponoć na chirurgii już takiej atmosferki nie ma xD
- ukradłam z kuchni dwie skibki chleba, szynkę i ogórka; a co! dosyć się narobię
- zadłużyłam się w bufecie:( ŻAL
- źle zrozumiałam pana, który chciał odłączenia monitora pracy serca żeby iść kupę, myślałam że chce PRZYŁĄCZYĆ i tak przekazałam pielęgniarce, której się wcale do niego nie spieszyło..:P przy okazji ogarnęłam sprzęt i mogę to już zrobić sama xD
- panu D. zdjęłam wenflon, idzie do domu:( Szkoda że więcej z nim nie pogadałam, ale był w pokoju z tym zbokiem więc wolałam omijać..
- strasznie lubię pana B. i jego kumpla z pokoju xD pan B. ściąga do siebie zwałowych ludzi (przedtem był pan P., też agent:D)
- E. się na mnie trochę zirytowała że źle prześcieradło podstawiłam, ona wie, że ja nic nie umiem i czasami ją to wnerwia, ale mimo wszystko to jest dobra duszyczka i mi wszystko wybacza.. bardzo próbuję jej nie robić dodatkowej roboty, ale co poradzę?
- pani X. mnie wkurwiła! rusza się żwawo jak młoda dziewczyna, a każe sobie zmieniać pampersy i myć się rano; powinni byli tę kombinatorkę już dawno stąd wywalić; na początku myślałam że to miła kobiecina ale coś mi w niej nie pasowało.. chyba te jej choroby to jakaś ściema
- nienawidzę wstawać tak wcześnie rano do szpitala!!!!!
- chcę być już lekarzem:(

Dzień 10.
- ostatni dzień na wewnętrznym, więc przyniosłam koszyczek cukierków i kawę do dyżurki xD natychmiast mnie pielęgniarki usadziły, chciały żebym koniecznie czegoś się napiła i stwierdziła że będę zapamiętana jako jedna z fajniejszych praktykantek (razem ze Z.R. xD)
- dziadki na oddziale próbują mnie wyswatać ze swoimi wnukami xD Co ja się komplementów nasłucham to mamma mia..
- pobierałam krew i zakładałam wenflony, przy czym pani N. stwierdziła że trzeba nam praktyki na czymś mniej żywym niż człowiek, więc z E. praktykowałyśmy białym wenflonem na paczce bandaża xD LoL
- po raz pierwszy jadłam śniadanko z pielęgniarkami i w końcu nie umierałam przez cały dzień z głodu; sympatycznie:)
- byłam się zapowiedzieć na chirurgii, zastępca oddziałowej - zabiegowa, powiedziała że oni są bardzo przychylni dla studentów którzy chcą się czegoś nauczyć, więc jeżeli chcę kłuć to nie ma najmniejszego problemu! no i oczywiście na operacje też będzie się można przejść.. no, zobaczymy:P
- pielęgniarki z wewnętrznego powiedziały że ma mi być gorzej na chirurgii!!! i że na koniec mam im przynieść cukierki bez koszyczka tylko w siateczce xD
- zrobiłam tzw. "wlew doodbytniczy". Słodko!
- E. za tydzień też idzie na chirurgię, sympatiko:)


Dzień 11.
- pielęgniarki na CHIR są miłe i odpowiadają na moje najgłupsze pytania
- pacjenci na CHIR nie są mili - to obolali, zdruzgotani, przybici, pokrojeni ludzie, którym nie chce się uśmiechać
- mi i Maciejowi dzisiaj nic nie wychodziło (nie wyłączając mierzenia ciśnienia na jakimś pofakanym sprzęcie, pacjenci musieli mieć z nas niezłą polewkę:P)
- byłam na kawałku wizyty
- Maciej mnie nienawidzi
- z newsów widziałam tylko nastawianie ręki (pani miała pokruszony nadgarstek, więc za bardzo nie było co nastawiać)
- z panią już pod prawie-narkozą robiłam wywiad; czy pytanie kobiety po 50stce czy jest w ciąży jest passe?
- karmiłam jedną babcię, która podczas tego fascynującego zajęcia co chwilę przysypiała
- założyłam jakąś kroplówkę
- pacjentka nie pozwoliła pobrać krwi Maciejowi, bo ją "i tak już wszystko tak strasznie boli", więc został wydytkany
- zrobiłam podskórny (łii T_T)
- nauczyliśmy się obsługiwać maszynę do czyszczenia basenów (to się nazywa sprzęt!)
- obczailim zabiegowy
- wypilim herbatę z pielęgniarkami i zjedlim cuksa, coby się trochę zesocjalizować
- w planach: wizyta na bloku operacyjnym
- tęsknię za WEW i tymi MEGA HIPER OPTYMISTYCZNYMI pacjentami..

Dzień 12.
- w łazience remont, więc przychodzę od teraz korzystać ze szpitalnego prysznica - sterylnie nawet:P
- na wizycie dr, Którego Nie Trawię spytał "z którego jesteście roku", a na odpowiedź "z pierwszego" coś mruknął i się więcej nie odezwał; potem jak dr D. rozmawiał z pacjentami, dr Którego Nie Trawię opowiadał sobie dowcipy z jakimś innym szalenie zabawnym doktorkiem; potem cewnikował pana ręką (nie pęsetą, wszystko na odwal), mam wrażenie że tu jakieś konowalstwo się szerzy, ale nie mnie oceniać..
- dr D. ma na głowę na karku; i nie chodzi o to, że się do mnie odzywa i przepuszcza mnie w drzwiach xD; po prostu ma człowiek podejście, ot.
- Maciej poszedł na blok operacyjny na prawie cały dzień, więc wykorzystałam wszystkie okazje do: pobierania krwi, zakładania wenflonów i podawania insuliny:):) jakoś nie chce mi się łazić na te operacje, i tak nie pozwolą nam nic zrobić, a popatrzeć to ja sobie mogę na youtubie
- pani X. oskarżyła nas o kradzież noża
- liczba umytych (jako asyta xD), umazanych stolcem babć: jedna
- pani Y. jest niesamowita, karmiłam ją jakieś 20 minut, wciągnęła wszystko jak odkurzacz, po czym spytana, czy się najadła, odpowiedziała NIE; była zdziwiona że już dzisiaj nie dostanie obiadu:D Nie mogłam czasem powstrzymać śmiechu:)
- dlaczego pani Z. nie chce się zgodzić na operację??? Jednak ludzie mają cykora przed szpitalami
- pani Cierpiętnica zaczęła mnie nawet bawić xD Trzeba widzieć jej minę jak na widok igły mówi: siostro, nie.. ja już tyle w tych szpitalach wycierpiałam! to jest osoba, której NAJOSTROŻNIEJ na oddziale podaję sól fizjologiczną przez wenflon xD LOL
- zabiegowa, przekonana że daję radę prostszym zabiegom typu wymiany kroplówek itd., puszcza mnie w oddział samopas; milusio:P

Dzień 13.
- błogosławić szpitalny prysznic
- pacjent po dializach, ze zrostami itd. za którego kłucie miała się wziąć zabiegowa, zażądał żebym JA go kłuła, bo studenci muszą się uczyć! Najs, ale niestety nie udało mi się go dobrze ukłuć i mimo że krzyczał "dalej! do trzech razy sztuka" to nie chciałam mu bajzlu robić i musiała mi zabiegowa pomóc
- poszłam z Maciejem na laparoskopowe wycięcie pęcherzyka żółciowego (tak często wykonywany zabieg że wstyd być na chirurgii i na to nie wejść); przepytali nas trochę z anatomii (ekhem.. ile kości ma człowiek?:P) i pogmerali kobiecince w brzuchu.. wszystko ładnie było widać:)
- znowu Macieja wydytkałam z podskórnych:)
- byliśmy na nastawianiu nadgarstka, ale było mało spektakularnie bo nic nie gruchotnęło:(


Dzień 14.
- Maciej znów zwiał na blok, mnie jakoś te operacje nie kręcą, na bloku duchota i gorąc, i jeszcze stać dwie godziny..
- zrobiłam jakiś podskórny i.. nareszcie domięśniowy! Wielkiej filozofii nie ma, ale zawsze jakiś nowy skill:P
- Maciej podziela mój pogląd co do dr-a X.
- babcia mnie przepraszała że zrobiła kupę do basenu i ubrudziła całe łóżko.. co zrobić? Kiedyś może będziemy starzy i chorzy, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Ale i tak miło że się przejęła, niektórzy pacjenci bezczelnie WYMAGAJĄ żeby przy nich wszystko robić..
- koleś z czwartego roku objaśniał nam co i jak z nowym pacjentem. Przy okazji stwierdził że drugi rok jest najgorszy. Ale mnie pocieszył(!)
- bez najmniejszej krępacji chodzę na szpitalne obiady. Smacznie, zdrowo i bezpłatnie:)
- podłączyłam i zmieniłam 4546 kroplówek, w tym kilka przygotowałam SAMA:P
- nastawiali dzisiaj przedramię w zabiegowym. Zachrupotało tak że aż się zastanowiłam czy się przypadkiem nie brzydzę.. ale raczej nie;)
- pani E. z wewnętrznego stwierdziła że ślicznie wyglądam w tych nowych włoskach xD
- muszę Macieja dobrze przeszkolić z mierzenia ciśnienia. btw, na chirurgii ciśnieniomierze są DO DUPY (na wew narzekałam, ale były 678 razy lepsze)
- pacjent X. pytał, które pielęgniarki są nieżonate xD
- zebrałam się na odwagę i odezwałam się do doktorka od usg.. miałam małego cykora, bo nawet jak pacjent go o coś pyta to odpowiada: "to nie ma znaczenia"; ale cośtam mi opowiedział xD
- usunęłam sama cewnik:)

Dzień 15.
- nudy jak NIE WIEM
- mi i Maciejowi zaczyna odwalać na poważnie
- queen of kroplówki&wlewy dożylne
- pani z kolką nerkową miała takie bóle że nie mogłam patrzeć.. dali jej wszystkie możliwe dragi jakie były dostępne i na szczęście pomogło
- wrobiłam Macieja w noszenie basenów
- nagrałam film jak Maciej z playbacku (mój głos) śpiewa wojenko wojenko na balkonie
- na płucnym pacjenci najwięcej palą
- dzisiaj same cholecystektomie, nie było w czym wybierać, więc nie poszłam na blok
- nadal uważam że pacjenci na wewnętrznym byli lepsi..
- od wtorku przychodzi E. na chirurgię i jestem thx for that bardzo hepi:)

Dzień 16.
- bilans pobierania krwi: jedno nieudane; facet miał naprawdę średnio widoczne żyłki:( i jeszcze się obsunęło!
- bilans pacjentów którzy panicznie boją się igieł i poprosili o pielęgniarkę do kłucia: jeden (FRAJER!:) jeszcze powiedział siostrze że "stare to się wkłują raz dwa", a kobita ledwo po trzydziestce, trochę zzieleniała jak to usłyszała:P)
- udrażnianie tętnicy szyjnej (80% światła naczynia było zaczopowane), przy okazji stwierdziłam że chirurgia naczyniowa to fajna działka chirurgii (co trochę zniwelowało moje zniechęcenie do tejże gałęzi medycyny)
- sympatektomia lędźwiowa lewostronna - wzięli nas do "asysty", czyli mogłam trochę sobie haki potrzymać; wycięli kolesiowi kilka zwojów współczulnych, coby naczynia w kończynie dolnej się rozszerzyły
- echo serca - kardiolożka nam wszystko elegancko objaśniała:) podoba się!
- zaczynam się powoli robić czerwona jak pacjent X. rzuca w moją stronę żarciki w stylu że mam wymasowane piersi po intymnym weekendzie xD WHAT THE FUCK ?!
- pana Z. widziałam dziś w zabiegowym. Już wcześniej zauważyłam, że coś jest nie tak. A teraz, gdy podejrzewam to, co podejrzewam, nie mogę wyrzucić z głowy jego słów. Trochę boli.

Dzień 17.
- pan X. ogłosił mnie najgorętszą siostrą na oddziale xD Te jego teksty mnie wykończą. Facet jakiś niezaspokojony jest.
- pomagałam ordynatorowi przy nastawianiu ręki, nareszcie należycie chrupnęło!
- z panem Y. nie da się porozumieć, próbowałam że może ściskiem dłoni albo coś.. ale nie dało rady:( Smutek.
- kumpel z IV roku wziął mnie do wywiadu z pacjentką i różne rzeczy wyjaśniał:D Pani aż pokraśniała! Ql
- Maciej spieprzył z praktyk;/ i teraz muszę sama siedzieć na oddziale. nawet nie tak źle, ale jeszcze nudniej niż zwykle. Będę może wcześniej wychodzić.. Chociaż trochę mi głupio pytać o 13.00 czy mogę już iść. Ale co? Mam bezczynnie siedzieć? To już wolę posiedzieć w domu. Mogłabym ewentualnie na 7.00 przychodzić, ale nie mam siły wstać. Kaszanka.
- wygrałam 5 zł w zakładzie z Maciejem o to, która frakcja cholesterolu jest szkodliwa! Yeah. Zostało już tylko 70 groszy długu w bufecie:)
- pan, który wczoraj wątpił w moje możliwości iniekcyjne, dzisiaj chyba poczuł wyrzuty sumienia i próbował zagadywać.. jednak jak ludzie się dowiadują że praktykant z medycyny 
to inna rozmowa! o! :)

Dzień 18.
- pobierań krwi prosto z żurnala, zrazu w odpowiednią żyłę i wszystko jak należy: JEDNO! Powróciła we mnie wiara w ludzi, pani wcale się nie bała i po wszystkim stwierdziła że nie bolało! Yeah=)
- założeń wenflonu prosto z żurnala, zrazu w odpowiednią żyłę i wszystko jak należy: jedno! Aż się zdziwiłam jak sprawnie poszło:)
- dr B. powiedział święte słowa: "Wiesz, medycyna to nie matematyka. Tu dwa dodać dwa nie zawsze równa się cztery." Piękne słowa. Do zapamiętania(!)
- gastroskopia razy jeden: pani prawie wpadła w histerię ze stresu przed badaniem, ale okazało się że nic ją to nie bolało xD Dużo żółci w żołądku. Ale ponoć tak często się zdarza po cholecystektomii.
- kolonoskopia razy dwa: wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz choroba uchyłkowa jelita. Dr świetny człowiek, coś potłumaczył przynajmniej:) Punkt!
- mam przychodzić na gastro i kolono ilekroć mi się będzie nudzić na oddziale=)
- pomagałam podłączać do monitora i wiem już że efedryna obkurcza naczynia na obwodzie i dzięki 
temu podnosi ciśnienie krwi:P
- nie załapałam się na obiad, ale prawie umarłam z głodu. YGH.

Dzień 19.
- jedno spektakularne pobieranie krwi, niby zabiegowa miała się tylko krzątać po sali "jakby co", ale ja poprosiłam żeby patrzyła mi na ręce;) Jakoś bezpieczniej się czuję. Wiem, że tak zawsze nie będzie, ale to w końcu praktyki:P
- doktor dał mi się pobawić gastroskopem w żołądku pacjenta, kręciłam kamerą we wszystkie możliwe strony;) Świetna rzecz. Trochę tam w gabinecie posiedziałam, jakieś jeszcze kolono i gastro było więc sobie patrzyłam.
- na artroskopię kolana nie poszłam, na anatomii olałam temat ciepłym moczem, więc wstyd jak cholera jakby zaczęli mnie na bloku o coś pytać a ja zielona.. jakby Maciej był to jeszcze, wstyd dziel na dwa, ale jak jestem sama to nie ma co ryzykować:P
- nie będę dermatologiem - po raz pierwszy coś mnie tu obrzydziło, i była to pokryta łuskami, wrzodami i czymtam tylko skóra
- pacjenci byliby chyba bardziej potulni, gdyby pielęgniarki inaczej się do nich zwracały; pan X. ciągle wychodzi z łóżka mimo że mocno go przywiązują i są z nim ogólnie problemy, ale może gdyby odnosić się do niego nie per "TY" i z mniejszą agresją, to przestałby tak dziwaczyć.. może chce zrobić na złość? Z drugiej strony jednak wiem, że pacjenci potrafią wyprowadzić z równowagi, szczególnie jeśli ktoś pracuje już mnóstwo lat, i za ciężką pracę ktoś mu robi na złość..
- tak poza tym to NUDY NIEMIŁOSIERNE, połowa kroplówek odłączona, ciśnienie jakoś nie bardzo, nie ma co robić

Dzień 20.
- przyszłam po wpis, dałam pielęgniarkom w podzięce cukierki i kawkę, spytałam oddziałowej czy w nagrodę mogę sobie iść do domu i po 15 minutach na oddziale zwiałam:)

SYMPATIKO! :)

skomentuj (4)

Księga Gości